Kiedy pierwszy raz spojrzałem na wymagania dotyczące Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa, przeraziłem się. Kiedy my, nauczyciele bibliotekarze, mamy to wszystko zrobić? Kiedy zrealizować te wszystkie punkty wśród codziennej szkolnej pracy, mnóstwa zastępstw i dyżurów, w ciągłym zamieszaniu związanym z darmowymi podręcznikami? W dodatku samo przyjęcie tak wielkiej liczby książek wymaga odpowiedniej ilości czasu. Kiedy jednak wgłębiłem się i spokojnie przemyślałem każdy punkt z osobna, nieco się uspokoiłem. Dlaczego? Ponieważ nie musimy robić tego wszystkiego sami. Brzmi banalnie, prawda?




