Przyspieszają prace nad zmianami w Karcie Nauczyciela, które mają sprawić, że nauczyciele doczekają się poprawy warunków zatrudnienia i nieco wyższych zarobków, pod warunkiem że sami je sobie sfinansują poprzez zwiększone o 4 godz. pensum i obowiązek dodatkowego przepracowania w szkole 8 godz. tygodniowo. Wiele wskazuje na to, że władze zdecydują się na próbę przeforsowania projektowanych zapisów wbrew całemu środowisku oświatowemu.
Poniżyć!
Nadzieję na możliwość podejmowania skutecznego sprzeciwu wobec tych zamiarów rozwiewają tzw. e-maile Dworczyka, które pokazują brutalne i niezbyt eleganckie metody angażowania sił aparatu państwa w walkę ze strajkiem nauczycieli w 2019 r. – z zaplanowanymi i skrupulatnie realizowanymi „kierunkami ataku na Broniarza”, z zapowiedzią, że „nauczyciele jako grupa zostaną w następnych kilkudziesięciu godzinach dobici i poniżeni falą hejtu”.
Efektem – jak wszyscy pamiętają – były nie tylko liczne materiały w TVP, dyskredytujące organizatorów strajku i pokazujące nauczycieli jako grupę niemal uprzywilejowaną, lecz także np. okładka gazety z przewodniczącym ZNP uzbrojonym w karabin (zapowiedź artykułu pt. ZNP bierze dzieci na zakładników) czy porównywanie go do Osamy bin Ladena. Nieprzypadkowo w mediach społecznościowych w ciągu kilku dni powstały dziesiątki nowych profili i tysiące nieprzebierających w środkach, hejtujących nauczycieli komentarzy.
Dla wielu pedagogów (także sympatyzujących z obozem rządzącym) słowa o planie dobicia i świadomego, celowego poniżenia całej grupy zawodowej ten pokaz braku szacunku i cyniczna gotowość do programowego degradowania statusu nauczyciela w imię osiągania doraźnych korzyści politycznych były dużym szokiem.
Odbieranie autonomii
Efektem tego poniżenia i dobicia są późniejsze i obecne działania na rzecz zmian programowych i odebrania szkole (nauczycielom, dyrektorom, rodzicom) autonomii na mocy tzw. lex Czarnek, która obecnie czeka już tylko na podpis prezydenta. Czy ostatecznie wejdzie w życie – zobaczymy.
Jednak – niezależnie od tego – już sam pomysł forsowania takich zmian świadczy o stosunku władz do kompetencji i poczucia odpowiedzialności nauczycieli za poziom edukacji uczniów.
Atmosferę psuje też zamieszanie spowodowane błędami w ustawach wprowadzających tzw. Polski Ład. Na początku roku wielu nauczycieli otrzymało niższe (czasem o kilkaset złotych) pensje, co początkowo próbowano tłumaczyć niedouczeniem służb finansowych. Niczym prowokacja wobec nauczycieli brzmiał głos przedstawicieli rządu sugerujący, że obawy o obniżenie zarobków są podsycane przez nauczycieli zarabiających ponad 12 tys. zł miesięcznie.
Co pokazała pandemia?
Wszystko wskazuje na to, że poniżeni i dobici nauczyciele mają być przestraszonymi i posłusznymi wykonawcami programów edukacyjnych i wychowawczych, wyznaczanych w politycznych gabinetach. A będzie się ich dyscyplinować głównie kijem, ale czasem też marchewką w postaci rzucania dodatków utrzymujących ich wynagrodzenia na poziomie niewiele wyższym niż najniższa płaca.
Jednocześnie jednak w sytuacjach kryzysowych, gdy kolejne fale pandemii uniemożliwiają spokojną naukę, odpowiedzialność za poradzenie sobie z tym wyzwaniem przenosi się całkowicie na szkołę, czyli właśnie nauczycieli.
Niewiele już zostało z budujących odruchów z początku pandemii, gdy społeczeństwo nie tylko doceniało lekarzy, lecz także nagle zwróciło uwagę na wielką rolę np. pracowników handlu, kierowców czy kurierów. Czas pracy zdalnej oraz kolejne lockdowny uświadomiły też wszystkim rolę szkoły i nauczycieli – okazało się, że bez szkół i przedszkoli cała gospodarka i społeczeństwo nie są w stanie normalnie funkcjonować.
Zamiast wykorzystać to do wspierania budowy prestiżu i zaufania społecznego, kontynuowano walkę ze środowiskiem edukacyjnym. A MEiN już w zasadzie przyzwyczaiło nas do absurdalnego przecież stanu, w którym szkoły i ministerstwo edukacji, zamiast być sojusznikami we wspólnej sprawie, mają być wrogami.
Kto stoi w miejscu, ten się cofa
Taki plan w Polsce w drugiej dekadzie XXI w. na dłuższą metę raczej nie ma większych szans powodzenia, ale jednak będzie miał niekorzystne skutki. Edukacja (jej poziom i zasięg) jest podstawowym czynnikiem decydującym o rozwoju społeczeństwa, standardzie jego życia, szansach na podjęcie wyzwań, jakie pojawiają się przed młodymi ludźmi we współczesnym świecie. Kto stoi w miejscu, ten się cofa. Takie ciągłe grzebanie przy szkole, wywracanie jej co kilka lat do góry nogami, ręczne sterowanie, poniżanie nauczycieli ze złudną nadzieją, że da się zatrzymać czas, jest odbieraniem przyszłych szans współczesnym dzieciakom, które nawet nie zdają sobie jeszcze sprawy, że ich przyszłość w dużej mierze decyduje się teraz.
Zastanawia jednak: czy naprawdę możliwe jest otwarte naznaczenie półmilionowej grupy zawodowej jako wroga władzy bez żadnych politycznych konsekwencji? To niewyobrażalne, lecz przecież zostało wypowiedziane wprost. Nauczyciele mają rodziny i przyjaciół – często osoby opiniotwórcze, przynajmniej lokalnie. Nawet jeśli rząd na podstawie jakichś badań uznał, że wśród nauczycieli nie ma zwolenników (co przecież nie jest prawdą), to czy nie liczy się z tym, że jego elektoratowi również może się to nie spodobać? Szczególnie że w zasadzie nie wiadomo, z czego ta niechęć wynika.
To zadziwiające, że władza z premedytacją, bez ogródek odrzuca tak liczną grupę wyborców. I jednocześnie przerażające, jeżeli faktycznie okaże się, że z nauczycielami w ogóle nie trzeba się liczyć, bo wystarczy ich „dobić i poniżyć".
Pojawia się też ważne i w gruncie rzeczy dramatyczne pytanie: do czego to prowadzi?
Przykro, że zamiast w spokoju doskonalić polską edukację, podnosić systematycznie jej poziom, dofinansowywać, modernizować, a obecnie też bronić przed skutkami pandemii, tracimy siły i ludzi na zupełnie niepotrzebne polityczne i ideologiczne awantury.




