- Zdajemy sobie sprawę z tego, że wśród naszych czytelników są wyborcy wszystkich partii politycznych. Poniższy tekst nie ma na celu urażenia żadnego nauczyciela. Jest jedynie krytycznym podsumowaniem dwóch kadencji rządu z punktu widzenia interesów nauczycieli.
- Jako redakcja krytykowaliśmy, gdy mieliśmy do tego argumenty, wszystkie rządy od czasu powstania czasopisma w 1991 r.
- Jak większość czytelników pewnie pamięta, 10 lat temu szczególnej krytyce poddaliśmy pomysł likwidowania bibliotek sformułowany przez głównego rywala Prawa i Sprawiedliwości - Platformę Obywatelską.
Po pierwsze: warto wziąć udział
Jak poinformował ostatnio minister Przemysław Czarnek, w Polsce są prawie 702 tys. nauczycieli. Skoro w wyborach parlamentarnych bierze udział (dane z wyborów w 2019 r.) ok. 18,5 mln osób, to można powiedzieć, że sami nauczyciele mogą zdecydować o ok. 3,8% wszystkich głosów. A jeżeli przyjmiemy, że średnio na uzyskanie jednego mandatu w Sejmie potrzeba ok. 40 tys. głosów, to oznacza, że głosy samych nauczycieli są równoważne wyborowi 17-18 posłów. To bardzo dużo.
Już te obliczenia (oczywiście uproszczone, bo nie uwzgledniające specyfiki podziału mandatów w poszczególnych okręgach, wynikającej z ordynacji wyborczej) pokazują, jaki potencjał wyborczy ma środowisko nauczycielskie. Gdy do tych 700 tys. nauczycieli doliczymy członków ich rodzin, to potencjał ten okaże się znacznie większy. Warto nie zmarnować tych możliwości i po pierwsze iść na wybory.
Po drugie: trzeba wybierać racjonalnie a nie emocjami
Ludzie przy urnach wyborczych kierują się różnymi przesłankami. Bardziej lub mniej racjonalnymi. Namawiam, by przed podjęciem decyzji wyborczej odrzucić te przesłanki nieracjonalne typu: ten mnie denerwuje, tego nie lubię, tamtego w ogóle nie znam, ale może będzie dobry, fryzjerka mówiła, że ta kandydatka to coś tam itp.
Lepiej kierować się przesłankami racjonalnymi, mając na uwadze swój interes osobisty, w tym interes swojej grupy zawodowej, oraz interes wspólnoty – czyli: w jakim kraju chcę żyć, jakimi powinien on kierować się wartościami, jakie powinien mieć priorytety w organizowaniu codziennego życia obywateli i kształtowania stosunków międzyludzkich, jaką mieć wizję przyszłości, jak powinno wyglądać zarządzanie publicznymi zasobami i instytucjami, jak powinny być układane stosunki z bliższymi i dalszymi sąsiadami? To warto przeanalizować: na chłodno, racjonalnie i bez emocji.
Trzeba pamiętać, że nie ma partii idealnej, z którą zgadzamy się we wszystkim. Bez sensu jest myślenie, że nie mam na kogo głosować, bo w każdym ugrupowaniu politycznym widzę jakieś niedoskonałości i nie czuję, żeby któreś z nich w pełni reprezentowało moje poglądy i interesy. Zawsze decyzja wyborcza jest wyborem jeśli nie większego dobra, to przynajmniej mniejszego zła z istniejącej oferty. Często narzekamy na polską scenę polityczną i słabość oferty partii.
Trzy argumenty zawodowe
Czasopismo fachowe nie jest miejscem do rozważań na tematy światopoglądowe swoich czytelników. Powinno skupiać się na tematach zawodowych. Dlatego czujemy się w obowiązku wyrażać opinię i zwracać uwagę tylko w tych kwestiach. Być może dla części osób są one ważne w podejmowaniu decyzji wyborczych.
Poniżej krótkie omówienie trzech aspektów z tego zakresu, które dla osób związanych zawodowo z edukacją wydają się być bezdyskusyjne. Warto indywidualnie ocenić, czy i w jakim stopniu są one istotne, gdy stajemy przed urną wyborczą.
Reforma edukacji – wielki chaos
Likwidacja gimnazjów była jednym z haseł wyborczych Prawa i Sprawiedliwości w czasie wyborów w 2015 r. Plan został wprowadzony pospiesznie, niemal na zasadzie rewolucyjnych działań komisarycznych, z całkowitym, lekceważącym pominięciem opinii środowiska nauczycielskiego, bez koniecznych konsultacji, przemyślenia skutków.
Reforma wprowadziła wielki, trwający latami, chaos organizacyjny i programowy – np. zmiany siedzib, „zderzenia” roczników, ciasnotę, naukę na zmiany w przerośniętych podstawówkach i do wieczora w liceach, zaprzepaszczenie dorobku materialnego (np. wyposażenie pracowni wielu gimnazjów), rażącą niedoskonałość pospiesznie przygotowanych nowych podstaw programowych, realizowanych przez kilka lat równolegle ze starymi. A przede wszystkim, co było najbardziej dotkliwe dla naszej grupy zawodowej, odpowiedzialność za poradzenie sobie ze skutkami tych działań przerzucono w całości na nauczycieli.
Tak przeprowadzona reforma edukacji sprawiła, że dyrektorzy szkół i nauczyciele zamiast skupiać się na swoich podstawowych zadaniach od lat borykają się z przyziemnymi problemami związanymi z zapewnieniem uczniom w miarę znośnych warunków pobytu w szkole. A kilka roczników uczniów było zmuszonych do nauki w warunkach i atmosferze, na jakie z pewnością nie zasłużyli.
Szkoła na wstecznym biegu
W zamieszaniu związanym z reformą edukacji, kosztami (w wielu wymiarach) z nią związanymi można byłoby doszukiwać się jakiegoś sensu, gdyby to przedsięwzięcie wykorzystano do dostosowania polskiej szkoły do wymogów współczesnego, zmieniającego się świata, wyzwań, jakie przed młodymi ludźmi stawia współczesność i nadchodząca przyszłość.
Nic takiego nie nastąpiło. Przeciwnie. Wrzucono wsteczny bieg. Podstawy programowe jeszcze bardziej konserwują szkołę, przywracają rygorystyczny podział na przedmioty, narzucają nudne, niepotrzebne, niezrozumiałe dla uczniów treści, uczenie się pamięciowe, nie zauważają postępu technologicznego, problemów dzisiejszej młodzieży i współczesnego świata, stawiają na przeszłość – jakby czas stał w miejscu lub nawet się cofał. A co najgorsze – zapowiedziano jednoznacznie, że taki model będzie nadal realizowany.
Towarzyszy temu dążenie do jak największej centralizacji, ograniczania samodzielności i uprawnień dyrektorów, nauczycieli oraz rodziców, kontrolowania wszystkich aktywności, a ostatnio także do przenoszenia na grunt szkoły walki ideologicznej czy wręcz politycznej.
Upokorzenie, poniżenie, degradacja
Zaczęło się od arbitralnego wprowadzenia reformy edukacji. Głos środowiska został ostentacyjnie zlekceważony. To był początek okazywania przez władzę braku zaufania czy wręcz otwartej niechęci do nauczycieli. Później już było tylko gorzej.
Długi seans prawdziwego grillowania nauczycieli rozpoczął się na początku 2019 r., rozwinął w czasie strajku w kwietniu 2019 r. i z większym lub mniejszym natężeniem trwa do dziś.
Wszystkich zbulwersowały tzw. e-maile Dworczyka, pokazujące, że do poniżenia nauczycieli, dyskredytowania ich w oczach opinii publicznej zaangażowano aparat państwa i kontrolowane przez niego media. To tam zapowiedziano, że „nauczyciele jako grupa zostaną w następnych kilkudziesięciu godzinach dobici i poniżeni falą hejtu”.
Trudno nie pamiętać licznych materiałów TVP pokazujących nauczycieli jako uprzywilejowanych finansowo leni, jednoznacznie ocenianych przez „niezależnych specjalistów” i „przypadkowych przechodniów”. Nagonka na „rozpasanych” nauczycieli rozpętana w mediach społecznościowych przez nowopowstałe profile zalała też internet.
Sposób potraktowania strajkujących nauczycieli w 2019 r. będzie z pewnością długo pamiętany. Podobnie jak liczne wypowiedzi i stosunek do nauczycieli obecnego kierownictwa MEiN.
Grupa zawodowa nauczycieli nigdy nie należała do głównych grup elektoratu partii rządzącej. M.in. opisane powyżej wydarzenia powodowały dalszy odpływ wyborców, co sprawiło, że nauczyciele wydają się nie być dla Prawa i Sprawiedliwości grupą zawodową wartą uwagi. Wszystko wskazuje na to, że „poniżeni i dobici” nauczyciele powinni być posłusznymi wykonawcami programów edukacyjnych i wychowawczych, wyznaczanych w politycznych gabinetach. A do utrzymania posłuszeństwa ma być stosowany kij i czasem marchewka poprzez rzucanie dodatków utrzymujących ich wynagrodzenia na poziomie niewiele wyższym niż płaca minimalna (zob. ramka).
Nie można się dziwić, że wielu nauczycieli, zniechęconych atmosferą, poczuciem niemożności i warunkami pracy, odchodzi z zawodu. Najstarsi odliczają dni do emerytury, a tłumów młodych entuzjastów nie widać.
Polska edukacja - zamiast z otwartością i w dialogu z nauczycielami podejmować wyzwania, jakie stawia przed nią współczesny świat, przygotowywać uczniów do radzenia sobie w tym świecie poprzez zmianę form i treści nauczania – została zamrożona w rozwoju i w dodatku wplątana w sieć niepotrzebnych, absurdalnych z punktu widzenia potrzeb uczniów, działań ideologicznych. A status nauczycieli jest przez przedstawicieli państwa konsekwentnie deprecjonowany.





