Trzeba się przyznać z ręką na sercu – wiszące na ścianach regulaminy biblioteczne z reguły tkwią tam w niezmienionej formie od lat, a nasz wzrok prześlizguje się po nich, jakby ich niedowidząc. Nie zatrzymujemy się dłużej nad ich treścią – powinny być, więc są, sprawa odfajkowana. W takiej sytuacji można być pewnym jednego: znaczna część regulaminów jest przestarzała i mocno już w nowych warunkach nieaktualna.
Te nowe warunki to czasy, kiedy czytelnika trzeba zdobywać, a nie narażać się na jego utratę i śmieszność, strasząc punktami o zaostrzonym rygorze, które powstały w zamierzchłej przeszłości. Poza tym w...




